Pamiętam Cię. Przychodziłeś do mojego ojca i zamykaliście się w jego gabinecie na długie godziny. Mama kręciła nosem, bo zamówiona kolacja wystygła, a Wy nawet nie raczyliście wyjść. Tata nie lubił, kiedy mu się przeszkadzało. Twierdził, że gubi wenę, a kiedy gubi wenę, to nie może dalej pracować. Nie lubiłam, kiedy przychodziłeś. Czułam się zazdrosna. Tata nie rozmawiał ze mną, nie dyskutowaliśmy o ważnych sprawach, bo był zajęty rozmowami z Tobą. Wiem, że miał bardzo wielu zdolnych studentów, ale to z Ciebie był najbardziej dumny. Czasami miałam wrażenie, że traktował Cię niczym syna, którego nigdy nie miał. Wpajał Ci wiedzę, naprowadzał na nowe teorie, korygował błędy. Pozwalał Ci nawet zaglądać do swoich zeszytów, do których nikt, nawet mama, nie miał dostępu. Twierdził, że wyczytamy mu literki i znaczki, co zakończyłoby się tragedią. Pamiętam, jak pękał z dumy, kiedy udało Ci się obronić doktorat. Pamiętam, jaki chodził zadowolony, kiedy dokonywałeś nowych odkryć. Zawsze powtarzał, że jeśli ktokolwiek miałby go zastąpić, to właśnie Ty.
Pamiętam nasz ostatni wspólny wieczór. Siedzieliśmy w trójkę w gabinecie Franka. Pamiętam nasze rozmowy o gwiazdach i o wszechświecie. Pamiętam Twój głos, kiedy z zafascynowaniem opowiadałeś o nowej teorii dotyczącej wielkiego wybuchu. Pamiętam, jak powiedziałeś, że widzisz we mnie ogromny potencjał, a tata po raz kolejny prawie pękł z dumy. Jego najzdolniejszy uczeń chwalił jego Gwiazdkę. Nie sądziłam, że nasze drogi jeszcze się skrzyżują.
Zaskoczyła mnie wiadomość od Ciebie. Dobrze mi się żyło w Nowym Jorku. Na studiach było dobrze, w życiu prywantym w końcu odnalazłam spokój. Wszystko było idealne. Pamiętam, co mi wtedy powiedziałeś. Frank chciałby, abyś uczestniczyła w tych badaniach, dołączysz do mojego zespołu?. Nie było łatwo porzucić wszystko - miłość, przyjaciół, nowe mieszkanie. Ale przecież od zawsze taki był plan. Kariera naukowa na pierwszym miejscu.
Pamiętam nasze pierwsze spotkanie po latach. Nie przypominałeś tego młodego-dorosłego doktorka, a przede wszystkim nie miałeś już tych wielkich i śmiesznych okularów, bez których - jeśli wierzyć Frankowi - byłeś ślepy niczym kret. Ja już nie byłam tą głupiutką nastolatką. Oboje się zmieniliśmy. Pamiętam też pierwsze spotkanie z Twoją żoną. Do swojej przyjaciółki powiedziała, że wyglądam jak ladacznica i pewnie jestem od podawania kawy... Cóż, wielkie było jej zdziwienie, kiedy dowiedziała się prawdy.
Pamiętam, kiedy po raz pierwszy mnie dotknąłeś. Długie godziny spędzone na wpatrywaniu się w niebo przez teleskop dały się we znaki. Kark bolał niemiłosiernie, ale Twoje ciepłe palce ukoiły mój ból. Pamiętam Twój cichy głos, kiedy mówiłeś, że powinniśmy odpocząć. Pamiętam pierwszego niewinnego całusa, którego Ci dałam, kiedy udało nam się odszyfrować szlaczki taty i nasze badania w końcu mogły ruszyć dalej.
Nocami często wracam do naszego pierwszego prawdziwego pocałunku. Do Twoich miękkich ust, silnych dłoni. Pamiętam, co Ci wtedy powiedziałam nie powinniśmy. I wiesz co? Miałam rację. Miałam cholerą rację, bo zawsze ją mam. To nigdy nie powinno się zdarzyć. To od samego początku było skazane na niepowodzenie. Zakazane romanse tylko w filmach kończą się szczęśliwie. My nigdy nie powinniśmy istnieć. Ty miałeś żonę, a ja byłam tylko Twoją studentką.
Twoje słowa wciąż huczą mi w głowie. Byłabym w stanie wybaczyć Ci wszystko. Wszystko, rozumiesz? To, że okłamywałeś mnie, że odejdziesz od żony, choć nic nie robiłeś w tym kierunku. To, że podrywałeś inne studentki, żeby niby prawda nie wyszła na jaw. Wszystko. Oprócz tego... I chociaż skręca mnie z bólu, to wiem, że nigdy Ci nie zapomnę, że to właśnie Ty przyczyniłeś się do śmierci mojego ojca. Ty, którego traktował niczym własnego syna. Ty, w którym pokładał ogromne nadzieje i pękał z dumy. Ty, który miałeś zastąpić go w katedrze. Ty, który pokazałeś mi zupełnie nowe oblicze miłości. Ty, który sprawiłeś, że moje serce znów zabiło szybciej. Ty... Jesteś tak samo winny jak ten skurwiel, który go potrącił.
I chociaż chciałabym powiedzieć Ci, że Cię nienawidzę, wykrzyczeć prosto w twarz, że jesteś dla mnie nikim, tak... Nie potrafię nawet na Ciebie spojrzeć.
Lynie.
Thomas.
Pojawiłeś się w moim życiu zupełnie niespodziewanie. Wtragnąłeś, burząc dosłownie wszystko, w co do tej pory wierzyłam. Przy Tobie wszystko było inne, lepsze. Dałeś mi wszystko, a nawet jeszcze więcej. Sprawiłeś, że moje serce zabiło mocniej, a cały mój system wartości przewwrócił się do góry nogami. Miałam przy Tobie wszystko, czego zawsze chciałam i czego pragnęłam. Wierzyłam, że może nam się udać. Wierzyłam, że będziemy szczęśliwi. Zawsze chciałam takiego związku, jaki mieli moi rodzice. Chciałam być Eleanor, która poznała swojego Franka. Sądziłam, że to Ty nim jesteś. Sądziłam, że wszystkie przeciwności losu pokonamy razem, że nasze wspólne życie będzie cudowne. Oddałam Ci swoje serce. Nie wzięłam pod uwagę tylko jednego - ja wcale nie jestem jak Eleanor czy Frank. Oni stawiali miłość na równi z nauką. Ja tak nie umiem. Dla mnie, to nauka jest na pierwszym miejscu, dopiero potem jest miłość.
I nawet nie wiesz, jak bardzo chciałabym, aby było inaczej. Jak bardzo chciałabym móc postawić Cię na pierwszym miejscu i całe moje życie podporządkować Tobie... Ale nie potrafiłam.
Chciałabym powiedzieć, że żałuję, że tak postąpiłam. Chciałabym powiedzieć, że mi głupio, że teraz postąpiłabym inaczej. Ale nigdy nie potrafiłam Cię okłamywać. Chociaż serce boli, wiem, że to najlepsza decyzja, jaką mogłam podjąć. Dla Ciebie, dla mnie. Dla nas. Mając do wyboru albo miłość, albo naukę... Wybrałabym naukę. Wtedy, teraz i w przyszłości. Nie oczekuję, że mi wybaczysz. Nie oczekuję, że spojrzysz na mnie bez nienawiści, że będziesz w stanie ze mną normalnie porozmawiać. Nie oczekuję, że nagle staniemy się najlepszymi przyjaciółmi. Niczego nie oczekuję. Nie będę prosiła o wybaczenie, nie będę Cię przepraszała. Nie będę prosiła, abyś mnie zrozumiał. Nie będę klepała Cię po głowie i zapewniała, że spotkasz kogoś lepszego ode mnie. Uważam, że decyzja, którą podjęłam, była najlepszą, jaką mogłam podjąć. I cieszę się, że nasz związek zakończył się wtedy, kiedy nie było jeszcze aż tak poważnie.
Mimo wszystko mam jedynie nadzieję, że kiedyś to zrozumiesz. I, że spotkasz kogoś, kto doceni Ciebie oraz wszystko, co robisz. Jesteś cudownym mężczyzną. Najlepszym, jakiego może wymarzyć sobie kobieta. Ale... nie dla mnie. Oczekiwaliśmy od życia i od siebie nawzajem rzeczy, którym nie potrafiliśmy sprostać. I chociaż zdarzają się dni, że tęsknię za Tobą, za tym, jakie wtedy było wszystko proste, nieskomplikowane i... radosne. Jednak wiem, że ta sielanka zakończyłaby się wcześniej, czy później. Na zawsze pozostaniesz ważną osobą w moim sercu.
Chcę, abyś był szczęśliwy. I spotkał kogoś, kto da Ci to wszystko, czego ja nie mogłam Ci dać. Bo Ty, jak nikt inny, zasługujesz na szczęście, Tommy.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz