piątek, 24 kwietnia 2020

[KP] Striptizer ciężki żywot ma
gdy swe obowiązki zna

#historia Lights, cameras and action!
Chciałem zostać prawnikiem, a zostałem striptizerem. Na swoją obronę mogę powiedzieć jedynie tyle, że nie jest łatwo żyć z dwoma ojcami w Las Vegas. Choć lepiej byłoby powiedzieć, że nie jest łatwo żyć z właścicielem kasyna oraz draq queen w centrum miasta pełnego hazardu, seksu, prochów, alkoholu i nieprzemyślanych decyzji. W mieście, w którym niemożliwe nagle staje się możliwe.
Nikt nie robił mi śniadań do szkoły i nie odprowadzał aż do samego autobusu. Nikt nie przychodził na wywiadówki i nie byłem zmuszany do udziału w tych durnych szkolnych przedstawieniach. W niedzielę nie zajadałem się naleśnikami z syropem klonowym i nikt nie śpiewał mi Soft Kitty, kiedy się rozchorowałem. Na wakacje nie jeździłem do dziadków na wieś, ba!, nawet nigdy ich nie poznałem i nigdy nie byłem na rybach.
Dzieciństwo spędziłem w jednym z najlepszych apartamentów w Las Vegas, a w wieku trzynastu lat potrafiłem kantować w pokera. Spędzałem całe dnie przy automatach, wydając wszystkie drobne, które dostałem od ojca, a goście i tak nie mieli pojęcia, że byłem podstawiany. W końcu byłem takim uroczym dzieckiem. Mając szesnaście lat, przesiadywałem w klubach ze striptizem, popijając drinki, które kupowała mi Amy. Amy miała dwadzieścia dwa lata, ciało modelki i naturę kokietki. Była jedną z głównych atrakcji wieczorów i pewnie osiągnęłaby karierę, gdyby rok później nie wpadła z jakimś klientem. Mając siedemnaście lat, Patrick, syn siostry Laurenta, który pracował jako krupier, nauczył mnie tej profesji, więc w następnych miesiącach niejednokrotnie go zastępowałem. Byłem także świadkiem na wielu ślubach, a w mojej garderobie, w apartamencie ojców, wciąż jest pełno kolorowych, durnych przebrań, z których moje ulubione, to kupidyn.
Miałem iść na studia, ale poznałem Damiena. Damien miał dwadzieścia pięć lat i od czterech był striptizerem. Połączył miłość do tańca z materializmem. Tamtoroczne święta spędziliśmy na Malediwach, a Walentynki w Miami. Wtedy podjąłem jedną z najważniejszych decyzji w swoim życiu. Uniwersytet Miami był ładny, a okolica jeszcze ładniejsza. Kariery jako prawnik i tak bym nie osiągnął, ale w przyszłości ktoś musi przejąć kasyno ojca.

A co robię w Nowym Jorku, opowiem innym razem.
 
#imprezy #praca Once upon a time at work
Ciężkie krople deszczu odbijały się od betonowej ulicy. Księżyc w pełni jasno świecił i rzucał światło w ciemne zaułki. W jednym z nich, na tyłach typowej nowojorskiej kamienicy na schodku ktoś siedział, a słownictwa, jakiego używał, nie wypada cytować. Miał odchyloną głowę, z jego nosa i wargi ciekła krew, a na policzku było widać ślady uderzenia.
– Wszystko w porządku? – Na dźwięk pytania, z trudem podniósł brew w górę i zapewne wywróciłby oczami, gdyby go tak nie bolały. – Może mogę jakoś pomóc...? – Kolejne, tym razem nieśmiałe, pytanie sprawiło, że zaszczycił wzrokiem osobę, która zaszczyciła go swym towarzystwem.
– Spieprzaj. – Krótka odpowiedź, która wywołała odwrotny skutek do zamierzonego. Dziewczyna ostrożnie dotknęła ramienia bruneta.
– Jestem pielęgniarką, mogę ci pomóc – zapewniła, powoli przysuwając drugą rękę do jego twarzy. Kiedy odległość wynosiła jedynie kilka milimetrów, gwałtownie złapał ją za oba nadgarstki, ściskając je nieco mocniej niż powinien.
– Spieprzaj – powtórzył, gwałtownie ją od siebie odsuwając. Dziewczyna odskoczyła kawałek i z trudem odzyskała równowagę. Chłopak powoli wstał, z kieszeni wyciągając paczkę z chusteczkami. Przyłożył kolejną do nosa i ruszył w stronę wyjścia.
– Wcześniej nie byłeś taki oziębły! – Usłyszał za sobą. Przystanął, odwrócił się powoli i wbił spojrzenie w dziewczynę, pod wpływem którego, skuliła się nieco.
– Wcześniej twój zazdrosny narzeczony nie ozdobił mi twarzy.

Nie. Nie byłem naocznym świadkiem tej sytuacji. To ja byłem tym idiotą, co dał się pobić.
post by: Kyle
 
Hej! To znowu ja! Ostatnio ponownie nawaliłam, za co baardzo przepraszam i obiecuję poprawę! Mam więcej wolnego czasu, dużo chęć i głowę pełną pomysłów :D Kyle to taki trochę eksperyment, stworzony pod wpływem impulsu, ale mam co do niego dobre przeczucia, więc mam nadzieję, że będziemy się ponownie dobrze bawić :)
Zapraszam do wszelkich wątków i powiązań. Wszystko wchodzi w grę, a im bardziej zakręcone tym lepiej, bo wszystkie chwyty dozwolone. Tytuł to parafraza tej piosenki, a przerobione kody pochodzą stąd oraz stąd. Na wizerunku Jack Falahee, a w niektórych miejscach w karcie są poukrywane gify. Jakby ktoś potrzebował, to można mnie złapać na mailu: czarny.jezdziec69@gmail.com

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz