czwartek, 19 listopada 2020

Will I find what I lost?

Thea Cooper
23 sierpień 1999 r. ♦ Phoenix, Arizona ♦ Niespełnione marzenia ♦ Córka Jocelyn oraz Samuela, księgowej oraz zarządcy jednego z teatrów ♦ Przerwane studia na Woodstock Carnegie Mellon School z powodu bolesnej i trwałej kontuzji ♦ Starsza siostra dwóch bliźniaczek, które obecnie są w szkole średniej - Mary Angeli i Mary Theresy ♦ Zaręczona z Alexandrem Campbellem, który jest tańcerzem ♦ Obecnie prowadzi warsztaty z aktorstwa musicalowego dla dzieci i młodzieży ♦ Ma dwa koty brytyjskie - Kajko i Kokosza ♦ Dobra dusza, co wszystkim pomaga, a o sobie często zapomina

Była nieśmiałym dzieckiem. Takim, które chowa się za swoimi koleżankami i kolegami, byleby tylko nie być na zdjęciu albo, żeby nie odpowiadać na pytania. Nie lubiła się odzywać, a podczas zabaw grupowych robiła wszystko, byleby tylko szybko odpaść. Wszystkie projekty grupowe były drogą przez mękę, zazwyczaj sama wszystko robiła, byleby tylko szybko skończyć, mało mówić i zdobyć dobrą ocenę. Nie była kujonką, ale oceny zawsze miała dobre. Ponadto co roku dostawała nagrodę za stuprocentową obecność. Jej problem polegał na tym, że... właściwie nic bardziej jej nie interesowało. Lubiła literaturę, potrafiła pisać świetne eseje, ale robiła to z konieczności. Rozumiała te wszystkie matematyczne zagowzdki, rozwiązywała równania, nawet ma na swoim koncie kilka nagród w konkrusach, ale i to nie sprawiało jej większej satysfakcji. Wszystko lubiła, ale tylko po trochu.

Przełom nastąpił stosunkowo późno, bo dopiero w przedostatniej klasie szkoły średniej. Miała być tylko statystką, stać sobie z boku i nikomu nie przeszkadzać. Z początku rzeczywiście tak było, dopiero kilka dni przed premierą przedstawienia jedna z głównych aktorek się rozchorowała. Thea, mimo ciągłego powtarzania nie wskoczyła na jej miejsce.

Nie było łatwo. Była w tyle za tymi wszystkimi osobami, które trenowały i ćwiczyły właściwie od dziecka. Ciężka praca, sporo warsztatów i kursów oraz trochę wyrzeczeń przyczyniło się do tego, że rok po skończeniu szkoły średniej dostała się na studia aktorskie. Rodzice prawie pękali z dumy. Wyjechała, nawet nie odwracając się za siebie.

Nie wszystko poszło zgodnie z planem. Będąc na drugim roku doznała bardzo poważnej kontuzji. Wystarczył jeden zły krok, jeden zły obrót. Do tej pory pamięta ten przerażający dźwięk i okropny ból, który sprawił, że nie mogła ani się ruszyć, ani oddychać. Kilka operacji, dużo rehabilitacji i morze przelanych łez. Przez kilka miesięcy podziwiała jedynie białe ściany swojej szpitalnej sali. Lekarze twierdzą, że i tak powinna się cieszyć, że została poskładana na tyle, że może bezproblemowo się poruszać, bo mogło być znacznie gorzej. W związku z tym powrót na studia był niemożliwy.

Obecnie prowadzi warsztaty dla dzieciaków, które chcą się rozwijać w tym kierunku. Prowadzi kilka grup z różnego przedziału wiekowego, ale najbardziej woli tych najmłodszych. Ich dziecięca beztroska i formująca się wrażliwość za każdym razem porusza jej serce. Średnio raz w tygodniu znajduje potrzebujące zwierzątko, które zabiera do pobliskiego weterynarza. Narzeczony wywraca oczami, a ona była już tak zaprzyjaźniona z weterynarzem, że wchodziła bez kolejki.

Chyba jest szczęśliwa. Niedawno przeprowadziła się do San Diego, w którym wciąż próbuje się odnaleźć. Nowe miasto, nowe możliwości. Nie zamyka się na nowe wyzwania i tylko czasami, patrząc na srebrny pierścionek, zastanawia się, jakby potoczyło się jej życie, gdyby wtedy dokonała zupełnie innych wyborów.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz